sobota, 20 września 2014

Postcard


Istnieje pewna dziwna zależność - pocztówki z wakacji zawsze przychodzą chwilę po tym, kiedy nasze walizki przekroczą progi naszych domów. 

Piaszczyste plaże wymienione na szkolne ławy, letnie lektury na notatki z zeszytów, nocne liczenie gwiazd pod gołym niebem na liczenie sinusów pod kocem. Okulary przeciwsłoneczne stają się coraz bardziej bezużyteczne, a będąca powodem dumy złocista opalenizna zamiera pod warstwami jesiennych ubrań. 

I've got summer in my mind. 

Typical "before party" selfie in the mirror
Gril in Paris? #GoldenSands'trolling
I met handsome prince somewhere in Bulgaria
Typical Golden Sands ♥




czwartek, 24 lipca 2014

Rzecz w Chylińskiej, pogodzie i dresach.


Doskonale pamiętam (ok, tego nie pamiętam, przeczytałam dużo później w Internetach) słowa Agnieszki Chylińskiej jakimi okrasiła płytę Edyty Bartosiewicz z Krawczykiem - dla zainteresowanych. Na usta, a raczej - na klawiaturę - ciśnie mi się pewna analogia - pragnę zastąpić wspomnianych muzyków zwykłą pogodą. Bo czekasz na nią te wszystkie miesiące spędzone w szkolnej ławie, planujesz że w lipcu to się zrobisz na czekoladę i z radością przywitasz piegi, że rower będzie codziennie, że kawa mrożona zamiast obiadu i namiot zamiast ciepłej kołdry, a tu.. takiego wała, że posłużę się klasykiem. Bo pogoda sobie poleciała, nie jestem tak pewna by od razu stawiać tezę gdzie (lub w co), jak Agnieszka, intuicja mi jedynie trochę podpowiada, że prażące słońce i żar z nieba leciały ku wybrzeżom słonecznej Italii, jak to o tym czasie zrobiły rok temu.
Tymczasem, pośród tych żenujących okoliczności przyrody - jak lubi to określać Miss Ferreira (klik, klik, klik, krótkie spodenki i cienkie ramiączka wymieniam na dresy. Pogoda dresowa, to i humor mam dresowy. I prawie jak dres wyglądam. I rapsów słucham, jak na dresa przystało. I przed południem nie wstaje, bo to w iście dresowym stylu. Jedynie (nie)szlachetnych metali na szyi nie noszę* i z piwem pod blokiem nie stoję**.


* ok, ok, czasem noszę
** bloku nie mam. i piwa też nie (sławny Lord nie chce mnie odwiedzić)

środa, 16 lipca 2014

I'm lovin'it

Kładę się tuż przed świtem, wstaję kiedy słonko bezpardonowo połaskocze mnie po policzku. Biorę łyk wody, zmotywowana fit fanpejdżami sięgam po miseczkę owsianki z owocami bądź kaszy, czy też pyszną sałatkę - w końcu pomidory teraz najlepsze. Wiem, że moje łóżko nie jest jeszcze gotowe na rozstanie aż do wieczora, to też zdrową szamkę konsumuję w łóżku, przecząc obyczajom oraz normom zdrowego rozsądku. Do towarzystwa odpalam moje ulubione seriale ostatniego czasu - sprawdzam co u Jess i reszty, a także kibicuję Mike'owi, przy okazji rozpływając się nad boskością Harvey'a. Przywdziewam łachmany podrygując do hitów zapodawanych przez Czwórkę, której zostałam najwierniejszą fanką i wyznawczynią. Dzień mija mi na leżeniu na zmianę na jednym bądź drugim boku, zmieniania, kiedy pogoda pozwala, odcienia ciała z córki młynarza na córkę właściciela fabryki czekolady, buszowaniu w porzeczkach, polowaniu na sandały, spamowaniu na fejsie, już nie mówiąc o instagramie. Wieczory smakują najlepiej spędzone na schodach przed domem, bądź chociaż przy otwartym oknie. Okraszone dobrym filmem bądź boską Laną. Summer vacation, i'm lovin' it ♥